Wspomnienia pierwszej ciąży

Koniec lipca, poranek, w łazience przygotowany test ciążowy. To kolejny w przeciągu kilku miesięcy, moje cykle są tak nieregularne, że to nieomal rutynowe sprawdzenie, ale teraz czuję się inaczej. Jednak nie robię sobie zbyt wielkich nadziei. Po kilku minutach na teście widzę drugą kreskę. Jest tak blada, że ledwo widoczna. Przez chwilę zastanawiam się, czy ją widzę czy to tylko moja wyobraźnia, ale po tylu nieudanych testach wiem, że tym razem druga kreska jest. Pokazuję mężowi, w końcu spełnia się nasze marzenie, choć oboje z wielką radością jeszcze czekamy, aż upewnimy się u lekarza. Po kilku dniach ginekolog potwierdza bardzo wczesną ciążę.

Zaczynam czuć typowe ciążowe objawy: często czuję się słabo, ciągle jestem zmęczona, w pracy robi mi się niedobrze, gdy koleżanki otwierają kanapki, a w końcu mam mdłości przez większą część dnia i mało co mogę przełknąć. Codziennie wstaję i czuję się, jakbym wczoraj imprezowała i miała kaca.

Kolejna wizyta u lekarza: słyszę pierwszy raz bicie małego serduszka – mam łzy w oczach.

Cały pierwszy trymestr towarzyszy mi strach, że coś złego się stanie, że ciąża będzie zagrożona. Dopiero po tych 12stu tygodniach i USG prenatalnym czuję się pewniej i naprawdę zaczynam się cieszyć tym stanem. Także moje samopoczucie wraca do normy. No może poza zmęczeniem. Potrafię położyć się na krótką drzemkę, a obudzić się po 3 godzinach. O 20 być znowu w łóżku ;).

W około 17stym tygodniu, zupełnie nagle zaczyna mi wyraźnie rosnąć brzuszek, a ulubione jeansy ledwo się dopinają.

Na pierwsze ruchy dziecka czekam do około 20stego tygodnia. Trochę przypominają motyle w brzuchu, trochę bulgotanie po zbyt dużym obiedzie ;). Z czasem stają się coraz mniej delikatne i mniej przyjemne.

Nie pamiętam, w którym tygodniu dowiadujemy się płci dziecka, ale na początku ciężko jest mi przyzwyczaić się do myśli, że będę miała córkę. Byłam pewna, że zostanę mamą chłopca.

Dalszy etap ciąży przebiega bez komplikacji, maleństwo zdrowo rośnie, a ja cieszę się tym stanem. Ponoć promienieję ;). Po 30stym tygodniu zaczynam powoli kompletować wyprawkę, choć wózek i łóżeczko stają w naszym mieszkaniu jakoś dopiero 2-3 tygodnie przed planowanym porodem.

Około 34-35 tygodnia ciąży mam kryzys, dopada mnie zmęczenie, wkurzam się, że nie mogę się schylić, że w nocy często się budzę i mam problem z obróceniem się na drugi bok. Chcę, żeby te kilka tygodni minęło jak najszybciej, żeby już urodzić.

Na początku 37 tygodnia ginekolog mówi, że coś zaczyna się dziać i pyta, czy nie czułam jakiś skurczy. Na następny dzień mam umówione KTG, według lekarza poród może zacząć się lada dzień. Gdy to słyszę dopada mnie nagły strach. NIby jestem gotowa na poród, ba, bardzo chcę mieć to za sobą, ale na myśl, że mogłabym urodzić już jutro uginają mi się kolana, a nogi dosłownie zaczynają się trząść. KTG wychodzi prawidłowe, a ja nie odczuwam nic, żadnych skurczy do dnia porodu, który następuje w 40stym tygodniu. Około 5:30 budzę się i czuję pierwsze skurcze, godzinę później są już regularne i tak silne, że prawie gryzę ściany. Moje pierwsze maleństwo rodzi się z głośnym płaczem o 9:20 <3

Pierwszą ciążę wspominam cudownie, jako jeden z piękniejszych okresów w moim życiu. Ten czas oczekiwania na pierwsze dziecko jest naprawdę magiczny. Jak Wy wspominacie swoją pierwszą ciążę?

Może Ci się także podobać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *